Jakiś czas temu p. Michalik zapytała mnie, czy bym nie pojechał do Warszawy. Na początku nie wiedziałem nawet na co, dopiero później okazało się, że na "Paradę Schumana". Aż do wczoraj byłem przekonany, że paradę będziemy oglądać, a nie w niej uczestniczyć.
A więc z Agą, Kasią, Natalią, Anią i Panią z angielskiego (nie moją) w Warszawie. Wstaliśmy o czwartej nad ranem, wyjechaliśmy przed szóstą. W jedną stronę podróż trwa pięć godzin! Na dodatek wrzucono nas, gimnazjalistów z 6, do autokaru z dziećmi z podstawówki! I to jakimi dziećmi! Niemal przez całą drogę krzyczały! Wytrzymalibyście 10 godzin jazdy i półtorej godziny parady w tak ogromnym hałasie? Gdy wróciłem do domu, wyglądałem jakbym wypił z dziesięć piw. Głowa mnie boli, odkąd dzisiaj wstałem.
Szczerze mówiąc jestem zadowolony z tego, że Polska jest w UE - ona m.in. kontroluje nieco naszych polityków i broni nas przed największymi bublami ustaw, daje dużo pieniędzy na rozwój i umożliwia studia za granicą, z czego się bardzo cieszę. Nie czuję jednak potrzeby uczestniczenia w żadnej paradzie czy manifestacji, zwłaszcza dlatego, że często w takich sytuacjach robi się to co wszyscy i wykonuje polecenia przywódcy, krzyczy na zawołanie, etc. Dlatego ostatecznie tylko szedłem z opuszczoną chorągiewką i śpiewałem "Odę do radości", ale nic ponad to.
Przed chwilą skończyłem robienie całego obiadu, zaraz zaczynam się uczyć do sprawdzianu i pytanie, które czekają mnie jutro. Później we wtorek też dwa sprawdziany i w środę jeszcze jeden. I jeszcze będę musiał błagać o przyznanie mi pewnej oceny, która na pewno mi się należy - stopień, który powinienem dostać, otrzymały dwie osoby, które robiły przez cały rok mniej ode mnie! To jest sprawiedliwość...
komentarze (1) | dodaj komentarz